stylizacja (malus track)


Nie wiem, co chciałem mówić, słowa zapomniałem.
Do zjaw pałacu ślepa jaskółka powróci
Ze skrzydłami ściętymi, przezroczystym ciałem

(Osip Mandelsztam)


Jaskółka - Inaczej lukarna. Jeden z dwóch głównych (obok okna połaciowego) sposobów doświetlenia poddasza; okno wystające z połaci dachu, przykryte własnym daszkiem. Znana już w gotyku, stała się charakterystycznym elementem architektury baroku i rokoka.

(http://www.e-dach.pl/slownik/lukarna)

też nie wiem, jaskółko, co chciałem. nie widzę, jak mógłbym zaczynać
imieniem, co lotne i jasne, na ptaka zarazem i okno
znad dachów świecące wysokich. niech czyni cię definicja
cudem, bo martwych kamienic jemiołą, żyjącą naroślą,

dobrym znakiem spod gzymsu – dotychczas jednak mi byłaś
szkic i na podświetlonych kalkach plączący się projekt,
lot, ale taki z obliczeń, wykreśleń krzywikiem i cyrklem,
niemniej – wciąż samoczynne ave dla konstruktora.

był czas, szanowałem tę lotność, jak również chciałem, by w miasta
pieśń biegła     szybko i zwinnie, jak wiatr naokoło twej główki,
lecz teraz, gdy ziemne sklepienie drutami korzenia przerasta,
jak niby rozwijać te szkice naprzeciw gliniastej żarówki?

nie nurkuj tu, bo nie zgodzi się mój wrzask i tej pieśni powolność,
brak powietrza i skrzydeł geometryczna perfekcja,
ni szyfr w radiowym twym pisku z całą europą niewolną
dla anten na wieżach kościelnych wyczerpującą prąd z serca.

precz więc z pieśnią, choć sześcian powietrza dla siebie wykroi,
nada kształt pęcherzykom płuc w ziemię wgniecionym wraz z flegmą
– bo nic, nic tej kaszy czerwonej po szklanej precyzji rąk twoich,
konstruktorze, od kiedy w fundament wcisnęło mnie niebo.

po obłej nic główce jaskółki i skrzydeł tajemnym profilu,
co gdyby chciał, sam by gładko przechodził przez ziemię i kamień,
nie jak ten głos wraz z dławiącą go piersią, dziurawy, przez żwiru
kolczaste podziemia wleczony, przez groźnych budowli fundament.

po co mi ty, z błotem w dzióbku na gniazdo, jeżeli
tu ziemia oddech tamuje? pocieszyć chciałaś przez chwilę?
co masz wspólnego z wykresem dni chorych, nocy bezsennych,
z czym wrócisz w górę? ze skrzydła startym na miazgę profilem?

i cóż mi stąd, nawet jeśli tutaj umiałaś się przebić,
skrzydełkiem z gliny wyjętym niewinne rysując kółeczka
jak łańcuch dla mandelsztama? co ty mi możesz innego,
niż w pętlę finalną jak w gniazdo uwijać ostatek powietrza,

w krzyk, że ponieważ mnie tutaj przemocą wtłoczyło, precz z niebem,
niech choć zgrzyt obojczykiem o kamień zaprzeczyć śmie jego racjom
gdy przestrzeń, cała kolczasta, to jego projekt i kiedy
zwija się, klęśnie ziemia pod jego okupacją.