izrael, erytrea

kraju się nie wyświetli na żółtych ekranach
pustyni. kraj się pisze przeciw nim.

przeciw kroczącym wydmom tworzy się ustawę,
aby nie ścinać drzew owocowych. jej korzeń

przerasta piasek jak papierowa żyła
miękka od wody. kraj zatyka się

rozmoczonym papierem, schnie w słońcu pustyni,
w końcu twardnieje w rzeźbę. kraj tkanki ma z kartek,

z ekranu, z noktowizora. patrzy się w pustynię,
a z niej przychodzą tamci, wykarczowani,

których nie wszczepi w swoje sady. których zmiesza
z piaskiem, zmyślnie ukrytym pod napiętą warstwą

ziemi, jej tamburynem, bębnem, całą perkusją,
jej marszową muzyką. których rozsypie, bo patrzy

ze środka zamkniętego ziarnka. nie wie, że
z wysokości łodygi ujrzałby ich tak:

ścięte oliwki, żółte piksele ognia
pod korzeniami cytryn, porąbane palmy.

                    (Tel Aviv, grudzień 2014)