Metal czy drewno? Natura ma wiele postaci.
(Tomasz Pułka)
był czas, że gryzło się ziemię i słońce.
połknięte
oko dnia przetapiało połknięty piasek,
alchemie
sprawniej się pięły do góry
wstępujący na chwilę
w cielesne miasta ogień pomagał przełykać
cokolwiek się toczyło
do wewnątrz, zsypem gardła.
a potem problem.
nie w tym, że nas opięła
sucha, technologiczna skóra, giętkie rurki
handlujące oddechem do marszu przez skalę
szarości, przez geometryczny popiół – ale że
wiersz wciąż jest obok, bo ustnik ma do słońca
i ziemi. to się nie zgadza
z okiem dnia, w którym rosną czerwone druciki.
nie wtyczka. trzcina bezmyślna. i jak z nią
brodzić w wodzie pod prądem, w znakach
bliskiej unii,
jak kiedy pot nas skleja,
kochanie,
lub jak to:
krety w bloku, przeżuta ziemia obok zsypu.