dziennikarstwo (1)

szum w uszach jak nawigacja, długie dyktando współrzędnych.
plaża, trupy pontonów w dziennikarskim świetle.

morze ma na dnie sitko i korek na srebrnym łańcuszku.
a jednak nie ma opcji, aby wyciągnąć go z brzegu.

dlatego wysyłają zastępy topielców,
jedną wywrotną łódkę po drugiej. i kiedy

z góry słyszę twój laptop, a nad nim unosi się piana
kobiecych głosów z sitcomu, to widzę cię w brzydkim hełmie

staromodnego nurka, który z wydepczyskiem
dna rozmawia z pomocą ołowianych butów.

      morze jest poplątane. zamiast fal rysując.
niebieskie nitki, nawet dziecko przeczuwa,.

że gdy zanurzysz obcy, pionowy element:
linę, rurkę od pompy, cholerny łańcuszek.

który się jeszcze nie znalazł, wówczas zaciska się.
supeł.

wówczas milczysz, dławiąc się pierwszą rzeczą z brzegu.
łóżka: książką, gorzkim owocem tabletu w twardej łupinie,

giętkim jak łuska węża pokrowcem telefonu.
wówczas milczy i skóra, bo pory dławią się wodą

i wzbiera taki subtropik, że tylko migrować,
ale nie wiesz którędy. do rysowania ci mapy

musiałbym usiąść dalej, przegapić punkt wyjścia,
ponieważ właśnie z niego mapy nie ma.

      dlatego gadam tylko od strony światła, kamer,
kontenerów ze zbędnym teraz rozdawnictwem

ryżu i czapek z daszkiem. brzeg właśnie wystawia
siny i szorstki jęzor nocnej plaży,

po to, by lądowanie było nieapetyczne,
pełne otrząsań z piachu, soli, morskiego garniru

i strachu, aby nie zmienić się w to obok
o czym nie umiesz powiedzieć: połknięte czy wyplute.