strzęp czarnej reklamówki czołga sie po asfalcie,
biała torebka syczy na rękach kobiety
wyjadającej z niej pączka. jeśli istnieje gest
sięgający w nas dłonią w skórzanej rękawiczce
do której przyklejają się okruchy tego,
co dobre, i nie wracają, bo coś na zewnątrz się musi
napchać, jeśli istnieje przestrzeń, dla której jesteśmy
równie otwarci, to właśnie stamtąd wkłada się w nas
białe płonące ogniska zapalne,
szczelnie zawija, bo człowiek jest świetnym
opakowaniem zastępczym, wyrzuca
i, jakżeby inaczej, podpala się kosz