na dynamo się wojny nawinęła europa,
przez jej ścieżki miedziane krew płynęła i prąd
brnąc przez śniegi syberii kroki stawiam na opak,
wracam: młody, genialny i zużyty au fond
paryż, który nie spłonął, niech przytuli tę głowę
(dym już spłynął do środka, i o czaszkę tam trze)
– będzie czekać, aż jeszcze przyjdą świty kwarcowe,
zimne światło ekranu, motion pictures na szkle
telewizja nie poda mapy dalszej marszruty,
nie czekając wybuchu proch dat zmiele się sam
czyje zęby go gryzą, kiedy głód jest wypluty...
ale o tym zapewne nie chcesz słuchać, madame.
trza inaczej: gdy nawet niebo gniecie jak keson
jak to kiedyś mówiłem? gdy ci smutno i źle
wtenczas (przecież bywało po warszawskich ekscesach)
położymy się cicho jak dwie płaszczki na dnie
może wreszcie się uda nie czuć nic poprzez dotyk...
lecz nad innym pożarem ten unosi się swąd
ja wiem: idzie nad nami, nad akwarium europy
pustka, co ludzkie ryby będzie łowić na prąd.