piaszczyste zdjęcia pod tytułem „roślinność”,
rzek popękane nawierzchnie. to się
przyjmuje łatwo, jak krzak z samych cierni,
na wyspie, która była gruzowiskiem nawet
przed pierwszym ociosanym trzpieniem kolumny. to się
wie bez otwarcia oczu w akumulacyjnym
piecu kościółka z sadzą ciemnych polichromii
na rozpalonych ścianach. i to się
przyciąga: niemy żar i mikromitologie
niewiary, że coś więcej z wysokich zamków nieba
spadnie, a jeśli nawet, to też takie, jak gdyby
rozpalony akropol odpierał oblężenie.