Procedurę już znałeś, tym razem trwała zresztą krócej niż zwykle. Pojemnik z płynem zawisł na haku w ścianie, igła powodowana wprawną ręką Jerzego łatwo znalazła miejsce w twojej żyle. Przez te kilka minut, gdy spoczywałeś na krześle w wymuszonym bezruchu, liczyłeś krople w przezroczystej rurce, zacieki na suficie, rysy w drewnianej podłodze, aż wreszcie zrozumiałeś, że teraz widzisz wszystko. Jerzy, który bacznie spoglądał w twoje źrenice, aby wyśledzić, kiedy środek zacznie działać, oświadczył afektowanym szeptem: teraz widzisz wszystko. I wtedy wyjął igłę. Z ranki, nim ją nacisnąłeś wacikiem, wypłynęły dokładnie trzy leniwe, ociężałe krople krwi. Jerzy poklepał cię w ramię i mruknął "no, idź już".
W euforii słuchasz go natychmiast i wychodzisz
Usiłujesz dopytać, co to za specyfik