Blada kobieta spoczywa na spiętrzonych poduszkach. Potwierdzasz pewne elementy niezbornej opowieści spiskowca: suchy kaszel i wyraźne osłabienie. Zadajesz parę pytań i lista wydłuża się o zawroty głowy oraz o to, że "coś ją dusi". Kobieta jest święcie przekonana, że to może być grypa lub zapalenie płuc i protestuje, kiedy chcesz otworzyć okno. Ponieważ nie masz stetoskopu, przykładasz ucho do jej piersi, mając przy tym nadzieję, że się nie czerwienisz. Nie słyszysz żadnych szmerów w klatce piersiowej, co pozwala wykluczyć zapalenie płuc, czujesz za to, że jej ubranie przesiąknięte jest przykrym, chemicznym zapachem. Po chwili zauważasz, że bije on również od pościeli. Zaczyna cię mdlić, więc mimo protestów otwierasz okno, zapewniając, że to nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie, pomoże.
Dostrzegając pytające spojrzenia, mówisz: To jest zatrucie, ale nie wiem czym.
Siląc sie na profesjonalny ton, pytasz: A czym się pani zajmuje na codzień?.