- Nic, w domu siedzę, bo nie mam roboty. Inaczej bym do tej ich partii nie przystała, a tak to chociaż sprawie mogę się przysłużyć, a oni jeść mi dają - odpowiada kobieta. Najspokojniej jak umiesz pytasz, na czym polega jej praca na rzecz sprawy. Spiskowiec zaczyna dawać jej jakieś znaki, ale szczęśliwie kobieta tego nie widzi i odpowiada: No, bomby im szykuję, to zawsze bezpieczniejsze niż chodzenie na akcję

Rewolucjonista wygląda, jakby miał wybuchnąć. Ty jednak wybuchasz pierwszy. Krzyczysz, że tobie nic do polityki, ale on tak naprawdę ryzykuje znacznie mniej, a tymczasem kobieta umrze, jeśli dalej się będzie babrać w tych chemikaliach. Że jak się chce przysłużyć jakiejkolwiek sprawie, to niech jedzie na wieś chłopskie dzieci uczyć, przecież musieli słyszeć o pracy u podstaw, że tak naprawdę powinna do sanatorium, ale tam każdy lekarz pozna, że coś jest nie tak. Każdy, byle miał oczy na właściwym miejscu.

Kobieta spogląda na ciebie z wdzięcznością. Rewolucjonista nic nie mówiąc wskazuje na drzwi. Patrzysz mu prosto w oczy i nadal krzyczysz: że obojętne, jaką by jego sprawa była, to walki o nią nie godzi się zaczynać od zabijania na raty oddanych zwolenników. Potem kierujesz się w stronę drzwi.

Rewolucjonista zgodnie z obietnicą wiezie cię na egzamin. Przez całą drogę panuje grobowe milczenie.