burleska


Kamilowi Brewińskiemu

zadekowani w krzakach kochankowie.
promień spływa, gromadzi się w kąciku oka.

oko lśni się i ślini. oko śpiewa ziemi:
słońce już nie jest białym wafelkiem, da się przełknąć.

niebo nad nimi niby podniebienie,
światło poranka wzięło ich do ust.

obok rozmowa streszcza inną koleżankę:
była w części gotowa. w części, której nie ma.

na niskim brzegu zwrócone przez wisłę
gruz i zmielona cegła, blansz i róż.

plakat płaskiego światła na powierzchni rzeki,
materiał poglądowy z lekcji anatomii:

czerwień lub róż na zewnątrz konturu mięśnia, mowa
poza spuchniętą, mięsną migawką fonetycznej

aparatury, w świecie różowych obrazków
nieważnych póki naprzeciw nie staną

sztućce w serwetkach koloru parówek,
mięso z ozdobną smugą popiołu. kościół

który zaśpiewał panie, dobry jak chleb
siostrze z celiakią