Świetnie! Zatem towarzysz mój zawoła fiakra, a my tu dokonamy stosownych przygotowań. Sam pan rozumie, wymogi konspiracji...



Spodziewasz się, że zaraz nastąpi coś nieprzyjemnego. I rzeczywiście: konspirator wyciąga bandaż, tłumacząc, że spełni on funkcję podwójną. Po pierwsze sprawi, że nie poznasz adresu, pod który cię zawiozą, po drugie zaś nikt ciebie nie rozpozna i nie skojarzy z ich organizacją, co mogłoby się negatywnie odbić, pan sam rozumie, na medycznej karierze. Nie wiesz, jak to się ma do dyskrecji, jaką zapewnić miał brak białego kitla, ale nie pytasz już o nic. Nie mając większego wyboru, pozwalasz sobie zabandażować głowę.

Później spiskowiec prowadzi cię pod rękę przez alejki, zmieniając kierunek tak często, że w końcu tracisz orientację, w której części parku się znajdujecie i gdzie go następnie opuszczacie. Wiesz jedynie, że żwir ci przestał chrzęścić pod stopami. Potem wsiadasz wraz ze spiskowcem do dorożki, klnąc cicho, gdy się potykasz na jej schodkach.