Mnie tam, młody człowieku, pomagać nie potrzeba, rentę mi wypłacają ci honorowi zabójcy, jak gdyby mąż mój zginął był na froncie, a nie w tak smutny i głupi sposób. Przecież on nawet nie był uzbrojony! Leciał po prostu samolotem zwiadowczym, jedna z tych maszyn skleconych z rurek, półtna, silnika i strun fortepianowych, wie pan, zupełnie bez pancerza, i jakiś strzelec wyborowy zdołał go zmacać... Pomagać mi nie potrzeba, tylko komu innemu. Pan weźmie te pieniadze, nic mi po nich, proszę przekazać je pierwszemu rewolucjoniście, na jakiego pan trafi...


Oddalasz się, a właściwie to raczej uciekasz, nie chcąc zadawać się z tą nieszczęśliwą wariatką.

Zgadzasz się spełnić jej osobliwą prośbę. Kłaniasz się z przesadną wręcz uprzejmością i odchodzisz.