Jadwiga patrzy ci w oczy zalotnie. Dziwi cię to, bo nigdy nie zwracała na ciebie szczególnej uwagi, ot, żartowaliście trochę, dopóki byłeś na to dość trzeźwy. Kątem oka dostrzegasz, że żołnierze spoglądają w waszą stronę, dwuznacznie się uśmiechają, szturchają się łokciami. Dziewczyna pyta cię dźwięcznym głosem: - A może to ja tym razem coś od pana Anzelma zamówię?


A czego sobie droga panienka życzy? - odpowiadasz z przesadną kurtuazją, nie wiedząc, do czego zmierza cała sytuacja.

Chyba panienka się pomyliła. Zamówienia przyjmuje co najwyżej mój współlokator, Jerzy, w dodatku zwykł to robić osobiście. I te lekarstwa, które on, hmm, posiada, panience chyba nie są do niczego potrzebne.