Trafiasz akurat na kazanie. Siadasz w ostatniej ławce, jak przystoi spóźnialskiemu i niedowiarkowi (a jesteś przecież i jednym, i drugim) i usiłujesz słuchać. Przychodzi ci to z trudem, bo mowa jest o twoich profesorach.
Chrystus uzdrawia, lekarze tylko leczą!!! W dodatku ośmielają się bawić świętymi tajemnicami życia i śmierci i nieustannie łamią przy tym prawo Boże. To już ten doktor Żeleński z Krakowa, który tłumaczy francuską literaturę pornograficzną i namawia kobiety do niewypowiedzianych okropieństw, jest od nich lepszy! On bowiem tylko szczeka wbrew wszelkiej słuszności, a ci nasi, warszawscy, si licet dicere, gryzą.
Mimo wszystko jesteś ciekaw tych bzdur Słuchasz dalej.
Masz tego dosyć. Decydujesz się wyjść.