Już prawie przekroczyłeś próg kawiarni, lecz zawahałeś się w pół kroku, z ręką na klamce i okiem wpatrzonym w taflę mętnego szkła, na której właśnie wyswietlał się teatr cieni, bardzo gwałtowny i absolutnie niezrozumiały. Nie mógłby cię on skłonić do żadnej reakcji. Zatrzymałeś się nie ze względu na niego, ale dlatego, że ze środka doszły cię odgłosy szarpaniny.


Przecież to nie pierwszy raz. Wchodzisz jak gdyby nigdy nic.

Ostrożnie nasłuchujesz u wejścia.