Tę drogę znasz na pamięć: brama, ciemna klatka schodowa, kolejne skrzypiące schody, wreszcie pomieszczenie skąpane w półmroku, który jest w tym momencie błogosławieństwem dla oczu. Jak zwykle środkowy stolik okupują przygarbione postacie, porozumiewające się konspiracyjnym szeptem. Tym razem jest wśród nich młody, przeraźliwie chudy Żyd z jasną twarzą i błyszczącymi oczyma, oraz starszy od niego człowiek o aparycji ni to robotnika, ni to dziennikarza. Łapy jak bochny leżą na rozłożonej teczce z papierami, pióro się zdaje w nich gubić, lecz skrobie szybko i sprawnie. Widziałeś go już tutaj kilka razy. W kącie dwóch mężczyzn o wojskowych sylwetkach. Dziwi cię trochę ich obecność.
siadasz przy ścianie, w miejscu od wszystkich oddalonym, czekając aż podejdzie do ciebie zmęczony kelner.
podchodzisz do środkowego stolika, pytasz czy można się przysiąść, zaprasza cię milczący gest potężnej ręki.
nieśmiało podchodzisz w kierunku stolika wojskowych.