Mijasz stróża, podczas gdy ten krzyczy za tobą: Uważaj, zatraceńcu, bo jak cię prorządowi złapią dzisiaj na mieście z tą mordą przepitą, dowiesz się, co ojczyzna myśli o takich jak ty. Stróż by z pewnością chciał myśleć za ojczyznę, wielokrotnie słyszałeś go gardłującego w ten sposób. Co dziwniejsze, czasami jego zapowiedzi się sprawdzały.

Pamiętasz, jak precyzyjnie przewidział zakończenie łódzkiego strajku włókniarek. Jeśli to potrwa tydzień dłużej, będzie, jak to panowie inteligenty mówią? Pa-cy-fi-kacja. Nie, nie żadna policja, po co ma sobie państwo ręce brudzić? Policję to by posłali dopiero do zakładów Putiatyckiego, bo tam są tajemnice państwowe. Ale Łódź?

Powstrzymałeś się wtedy, aby mu nie wygarnąć, bo z kim jak z kim, lecz ze stróżem należy żyć w zgodzie. Teraz też nie masz siły ni ochoty, aby się kłócić, więc ignorując zaczepkę, wykonujesz zaledwie cztery kroki w kierunku bramy, nie wiedząc jeszcze, w którą stronę podążysz.


W lewo, potem kilkaset metrów w kierunku parku, tam chłód naprawdę będzie dojmujący, otrzeźwi.

Na drugą stronę ulicy, potem kilkaset metrów w prawo, tam jest otwarta nawet o tej porze kawiarnia, ona właściwie nigdy się nie zamyka.