Wychodzisz. Schody skrzypią, to dobrze, bo każdy dodatkowy bodziec pozwala ci zapomnieć o potęgującym się właśnie bólu głowy. Ranek jest niespodziewanie chłodny, to również dobrze, bo chłód cię trzeźwi - przynajmniej na tyle, że jesteś w stanie rozejrzeć się po podwórku.



Niestety pierwsze, co widzisz, to zadowolony z siebie stróż, który stoi dumnie oparty o miotłę i z politowaniem spogląda w twoją stronę spod daszka nieodłącznej maciejówki. Czapka nadaje mu trochę wojskowego sznytu. Przymocowana do niej cyfra z numerem domu odbija promienie słońca, które rażą cię w oczy. Dozorca nosi ją dumnie, jakby była legionowym orzełkiem z wysoko uniesionymi skrzydłami.


Rzucasz mu piątkę, byle tylko przestał się gapić

.

Mijasz go bez słowa.