Z zachowaniem wszystkich narzuconych przez rewolucjonistę środków ostrożności, z których każdy sprawia wrażenie na wskroś racjonalnego, lecz wszystkie razem składają się na niespójną, absurdalną maskaradę, docierasz wreszcie do mieszkania, w którym zdejmują ci z głowy ten bezsensowny bandaż. Znajdujesz się w biednym, lecz porządnie wysprzątanym mieszkaniu. Zza jednych drzwi słyszysz głośny kaszel. Twój przewodnik wskazuje ci je milczącym gestem, ty zaś


Posłusznie wchodzisz przez wskazane drzwi.

Przypominasz sobie maksymę jednego z profesorów: siedlisko choroby powie ci więcej niż chory i mówisz, że chcesz najpierw obejrzeć mieszkanie Spiskowiec mruczy coś pod nosem, lecz się zgadza.