Sala zamiera. Jest tak cicho, że mimo wszystkich ścian i drzwi, jakie dzielą cię od warszawskiej ulicy, słyszysz dźwięk rozpędzającego się tramwaju. Wiesz, że publiczność oczekuje teraz twojej kompromitacji. Dla lepszego efektu robisz pauzę, po czym przełykasz ślinę (ten dźwięk także wydaje ci się głośny) i mówisz:

Są panowie zapewne świadomi tamtej afery na Cmentarzu Bródzieńskim. Otóż jeśli pominąć jej karygodne tło obyczajowe oraz ekonomiczne, to czym skutkuje zdecydowane uderzenie w klatkę piersiową zwłok impregnatem Putiatyckiego nasączonych, jeśli nie wglądem w organy wewnętrzne, jakiego to od sekcji zazwyczaj oczekujemy?

Cisza trwa nadal, lecz jej nastrój jest inny. W końcu przerywa ją profesor Kleist, pytając czy widzisz teoretyczną możliwość innego związku między impregnatem Putiatyckiego a medycyną.


Nie umiem sobie wyobrazić niczego, co by wykraczało poza dziedzinę patologii.

Mam kilka hipotez, lecz nie wiem, czy się godzi je wygłaszać przed tak szanownym gronem.