Chcesz zgodnie z planem odpowiedzieć "dwa", lecz kiedy biorąc oddech odchylasz głowę nieco do tyłu i spoglądasz w sufit, kinkiety układają ci się w grupy po trzy, jakby ta sala była twoim prywatnym pałacem pamięci, i nawet w biciu własnego serca dostrzegasz jak gdyby osobliwy, trójkowy rytm. I słowo, które potem wypowiadasz, brzmi: