Do gmachu Akademii przybyłeś trochę przed czasem. Czujesz lekkie zdenerwowanie, boisz się zwłaszcza kontaktu z niechętnym ci profesorem Iłżeckim. Sam nie wiesz, jak mogłeś tak się skompromitować w jego oczach. Przecież diagnoza, gdy o tym pomyśleć na zimno, była jednoznaczna.


Nie tracąc czasu, wchodzisz do auli.

Idziesz w stronę kantyny.

Zaglądasz do bocznego korytarza, skąd docierają do ciebie jakieś głosy.