Mówisz Jadwidze tonem poważnym i spokojnym:

Wiesz, moja droga, istnieją procedury, których dla dobra pacjenta lekarz powininen przestrzegać. Ja mógłbym oczywiście zaproponować w tej chwili jakieś wariactwo, które miałoby nawet pewne szanse powodzenia, ale nie o to chodzi w medycynie, lecz o to, żeby pacjentowi nie zaszkodzić.

Cały czas masz jednak wrażenie, jakbyś rzucał grochem o ścianę. I ono się potwierdza. Głucha na wszystkie twoje argumenty, Jadwiga pyta, czy nie mógłbyś tym razem zrobić wyjątku od wykutych na pamięć regułek.


Na pani odpowiedzialność - mówisz. Prosisz o szklankę wody. Podajesz leżącemu kostkę cukru i ostrożnie zwilżasz mu usta.

Przykro mi, nie mogę.