Mijasz kawiarnię. Od razu widzisz, że coś jest nie w porządku, bo koło wejścia stoi tłum ludzi, a wszystkie głowy wskazują w jeden punkt, jak opiłki żelaza układające się wzdłuż linii pola magnetycznego. Dziś jednak, przyciągany przez inną siłę, tę która wyznaczyła termin egzaminu, znajdujesz się chwilowo w punkcie równowagi, na przecięciu dwóch pól, i możesz wybrać, któremu zawierzysz.
Wiedziony ciekawością przepychasz się między ludźmi.
Nic tu po tobie, idziesz dalej.