Młody Żyd wyszarpuje rękaw z twojej dłoni i chwyta cię za nadgarstek ruchem tak płynnym, jak gdyby władny był zignorować wszelkie ograniczenia mechanizmu kości i ścięgien, z których składa się jego ręka. Podziwiałbyś to, gdyby nie przeszywający ból. Wiesz, skąd pochodzi - ten człowiek kciukiem ucisnął ci nerw.
Syczysz: Zostaw mnie, durniu, uważaj lepiej na tamtych.
Nie jesteś dzieckiem ulicy, w szkole też kiepsko się biłeś, zresztą to było dawno. Znasz za to anatomię. Otwartą dłonią wolnej ręki bardziej nawet pocierasz niż uderzasz punkt tuż nad uchem przeciwnika.