Sprawdzasz puls, oddech, zaglądasz w źrenice. robisz to może niekoniecznie w tej kolejności, jakiej cię nauczyli, ale szybko i pewnie. Wszystko wydaje się w porządku: pacjent oddycha, żadnej rany nie znalazłeś, więc obracasz go na bok, aby się nie zadławił własnym językiem. W tym momencie z kieszeni wypada mu kostka cukru.
Mówisz: Zawieźcie go do szpitala na obserwację, to może być wstrząs mózgu albo cholera wie co.
Wkładasz mu do ust kostkę cukru, a Jadwigę prosisz o odrobinę wody.