Cyganka wykrzywia usta do jakiejś nieparlamentarnej wypowiedzi (wygląda to zupełnie jakby chciała splunąć gęstą flegmą). Jednak nim zdąży cokolwiek wykrzyczeć w twoim kierunku, wygina plecy w efektowny łuk, twarz odchyla do tyłu i zaczyna zawodzić. Nie spodziewałeś się w tak drobnym ciele tak niskiego i tak przejmującego głosu.

- Panowie policjanty przyjadą, wsadzą do budy, za rogatki wywiozą, bo nie mam pozwoleństwa w tym pięknym mieście przebywać. Tej minuty wyjadą z prawej, zza zakrętu.

Rzeczywiście z daleka słychać złowieszczy warkot silnika na wolnych obrotach.


Chwytasz Cygankę za rękę, osłupiałą prowadzisz do bramy mówiąc, że tu przecież nie wjadą.

Idziesz dalej.