Dostrzegasz, że to nie pojedynek, lecz jakiś trening. Młodszy wyraźnie odstaje, co chwilę ratuje się, chwytając ostrze przeciwnika lewą ręką ubraną w grubą, skórzaną rękawicę. Po którymś zwarciu kończą prawie objęci. Wtedy dociera do ciebie strzępek rozmowy:

- Nie pękaj, młody, przecież wiesz, jak jest. Będziesz politykował, wy zawsze tak robicie, aż się nagle pojawi wojskowy albo dwóch, mówiący, że ich twoje gadanie, rozumiesz, obraża, i że żądają satysfakcji. I skończysz trzymając w dłoniach kawałek metalu, o którym wiesz co najwyżej, z której go strony masz chwycić. Pójdziesz do piachu, a zabójca na wolność, bo sędzia zastosuje klauzulę honoru. Dlatego naucz się machać tym żelastwem... Zaraz, a co pan właściwie tu robi?!


Jestem lekarzem, no prawie. Myślałem, że pojedynek, to i podszedłem

Nic