Siadasz. Po chwili pojawia się kelner, zamawiasz kawę, bo ta już stoi przed innymi. Słodzisz, a potem pijesz małymi łykami, ciesząc się, że ciepło i słodycz rozchodzą się po ciele. Nie czujesz się na tyle pewnie, aby dołączyć do rozmowy, więc tylko słuchasz.
- Bereza Kartuska, towarzyszu, to było jednak nic, z przykrością muszę to stwierdzić z perspektywy czasu. Wtedy źle było od wielkiego dzwonu, rozumiesz, duża, brzydka państwowa akcja. Teraz się psuje na codzień, w urzędach, na uczelniach, jako Żyd pan wie pewnie, jak bardzo skurczył się numerus clausus. Nie ma jednej ustawy, jednego zdarzenia, a kraj i tak powoli przestaje być wolny, jak gdyby w krzywym lustrze Rzeczypospolitej odbijały się konstytucje krajów sąsiednich.
Gdy domawia te słowa, słyszysz gorączkowy ruch od strony stolika z wojskowymi.
Nie reagujesz. Pewnie się pokłócili.
Dyskretnie szarpiesz za rękaw młodego Żyda, bo on siedzi najbliżej.