Z rezygnacją przypatrujesz się przygotowaniom, jakie Jerzy czyni, ażeby wlać ci w żyły środek, który być może pozwoli ci naprawić wszystko, co tego dnia się zepsuło. Spokojnie wyciągasz ramię, sam nawet kilkakrotnie uderzasz otwartą dłonią w jego wewnętrzną stronę, ażeby żyły wystąpiły wyraźniej. Jerzy tymczasem majstruje przy kroplówce. Po chwili widzisz, przezroczysty płyn podążający rurką, by zmieszać się z twoją krwią.
Widzisz też inne rzeczy. Bardziej zafrasowaną niż zwykle minę Jerzego, jego nienaturalną bladość, zaciskające się co chwilę pięścc... Jest wprawdzie dobrym kolegą, tobą jednak aż tak by się nie przejął - gdyby chodziło wyłącznie o ciebie, na jego twarzy malowałoby się współczucie, nie zaś strach. A potem dociera do ciebie, że nigdy takich szczegółów ludzkiej fizjonomii nie dostrzegałeś. Że kiedy spojrzysz przez okno, automatycznie oceniasz kierunek i siłę wiatru, patrząc na liście rosnącej w podwórzu rachitycznej lipy. Specyfik działa! Nad dziwnym zachowaniem Jerzego pomyślisz nad tym kiedy indziej. Teraz po prostu idziesz na egzamin.