Ktoś z tłumu krzyczy "Morderca!". Ty odkrzykujesz "Lekarz, idioto!". W tym momencie czyjaś ręka łapie cię za kark. Odwracasz się, gotów odepchnąć napastnika, wciąż krzycząc "Jestem lekarzem, a ten człowiek się dusi, ma astmę". Napastnik cofa się i pyta "Jaką?", ty odruchowo odpowiadasz "krtaniową" i dopiero wtedy rozpoznajesz w nim jednego ze swoich wykładowców, profesora Iłżeckiego.
Ten patrzy na tłum, potem na ciebie, i jak gdyby nigdy nic zaczyna komenderować: "Nie tak szybko, młodzieńcze! Marynarka pod kark, wtedy będziesz miał lepszy dostęp do szyi. I przede wszystkim zdezynfekuj tę kosę!"
Nagle rozumiesz: na tym polega charyzma. Tłum rozstępuje się, ktoś biegnie do kawiarni po gorącą wodę i co tam jeszcze będzie potrzebne. Nie grozi wam już żadne niebezpieczeństwo. Gapie nawet potulnie rozstępują się, kiedy profesor mówi, że tu potrzeba więcej przestrzeni i powietrza.
Profesor sięga do torby i wyjmuje fiolkę z ciemnego szkła. Rozpoznajesz kryształki nadmanganianu potasu. Profesor podaje ci też buteleczkę z wodą. Posłusznie sterylizujesz ostrze i przystępujesz do dzieła.