- Eee, to akurat oczywiste: ktoś uznał, że te jego koszmarne badania są istotne dla obronności kraju. Sprawa podobno oparła się o samego premiera Dyzmę. Nie bój się, już ci go nasi pułkownicy przekabacili! No i uwierzył, że zamiast do więzienia tego szarlatana posadzić trzeba na wysokie stanowisko, bo może z jego bezeceństw będzie korzyść dla kraju.

- Co on takiego zrobił?

- W skrócie chodziło o to, że Kleist eksperymentował na człowieku. Na szeregowym, któremu na poligonie koło jakiegoś działa zmiażdżyło nogę. Wpompował w nią ten wariat impregnat Putiatyckiego, twierdząc że ten wybitny środek do wzmacniania drewna materię organiczną zmieni w nieorganiczną, zaczem odpadnie potrzeba amputacji i późniejszego przygotowania protezy.

- I co, to się powiodło?

- Wy zawsze tacy sami - wiedza przed dobrem pacjenta! Zawodowym ryzykiem wykpiwacie się od przysięgi Hipokratesa, która wam każe po pierwsze nie szkodzić.


Dziennikarz mówi dalej, a jego oddech staje się coraz krótszy od ekscytacji. Boisz się o niego, dlatego nie wspominasz, że twoja interwencja też była drobnym naruszeniem zasady, o której mówi. Nie wiesz, jak kontynuować tę rozmowę. Żegnasz się szybko i idziesz na egzmin.