Jerzy aż klasnął w ręce:
- No, nie będzie ta jędza tobie opowiadać bajek o żelaznym wilku, kiedy
sam zdołasz ocenić, z czym masz do czynienia.
Sprawnie przygotował kroplówkę i wkłuł się w żyłę. Wraz z płynem wstępowała w ciebie jasność - nie umiałeś nazwać tego inaczej niż tym podejrzanym, mistycznym terminem. Zrozumiałeś na przykład, że Jerzy ryzykował, dając ci poczuć, jak to jest po specyfiku. Wcześniej umiałeś zgadnąć jego strach, teraz go czułeś, pewnie po zapachu potu. Uśmiechnąłeś się do niego porozumiewawczo, wiedząc, że on z kolei podobnie czuje twoją niepewność, że w tej chwili jesteście jak dwóch rabinów milczących w jednym kolejowym przedziale. "Ja wiem wszystko, on wie wszystko, o czym tu gadać". Na koniec klepie cię po przyjacielsku w ramię - i dalej nic nie mówi. Spogladasz na zegarek.
Nie zostało ci zbyt wiele czasu, Od razu idziesz na egzamin.
Masz jeszcze chwilę - dość, aby przysiąść w kawiarni. Udajesz się tam.