Profestor Iłżecki chwyta cię za ramię. Uśmiecha się, a w usmiechu tym dostrzegasz naraz ironię i satysfakcję. Mówi nie do ciebie, lecz do zgromadzonych:
"Młody człowiek ma rację, ciężka astma, tracheotomii trzeba, czyli rozcięcia tchawicy. Dobra diagnoza - tu zwraca się do ciebie - ale skalpel proszę mnie oddać. No i do zobaczenia na egzaminie. Ma pan zadatki na rasowego chirurga, takiego co to mało wie, lecz dużo robi. No i lepiej, aby pańscy pacjenci byli nieprzytomni, jak pan bez ostrzeżenia będzie skalpelem machać".